sobota, 11 maja 2013

PIKNIKOWO! Przygotowuję piknikowe przekąski! - a tu deszcz...

Będąc na diecie nie jest trudno uczestniczyć w piknikowej uczcie, o ile... się ją samemu przygotowało :-) Wychodząc z takiego założenia, zaplanowałam menu mojego koszyka piknikowego i od piątkowego wieczora realizowałam plan. A może od poranka, gdy to zamarynowałam w moich "zielonych" ziołach piersi z kurczaka? Tak, zaczęło się dużo wcześniej.

Zatem, co w planach?

ciasteczka orkiszowe z migdałami i "zdrowe" ziołowe z sezamem i chia
Kawałki piersi z kurczaka z dipem jagodowym. Aromatyczny chleb żytni z masłem. Kawałki ogórka świeżego, papryki, pomidorki koktajlowe, ogórki konserwowe. Ciasteczka orkiszowe z migdałami, zdrowe ciasteczka bez mąki z posypką sezamową i chia. Do tego herbata ziołowa (z rumianku i osobiście zebranej i ususzonej pokrzywy).
Zatem piknik moich smaków i produktów z mojej zielonej listy :-)

Teraz tylko niech będzie pogoda!

A tymczasem śniadanie, które przygotował Mąż :-) Kanapka z wędliną z indyka z majonezem. Smakowało wyśmienicie :-)

Pogoda nie pozwoliła na piknik. Zatem obiad zjadłam w doskonałym towarzystwie w restauracji. Zamówiłam krewetki, a do chleba poprosiłam masło. Pszenne grzanki zwyczajnie odłożyłam. Bardzo lubię krewetki, ale odkąd uczyłam się od Mistrza (pozdrawiam, Tomku!), uważam, że te przeze mnie przyrządzone są lepsze :-)
Moje towarzyszki obiadu delektowały się takimi potrawami jak sałatka z wątróbką (i sosem truskawkowym), kaszanka, wątróbka cielęcą, czy ziemniakiem pieczonym z twarożkiem. Wszystko wyglądało i smakowało wyśmienicie. Przez chwilę nawet pomyślałam, że może moja piknikowa propozycja mogła być mało atrakcyjna :-) Może lepiej, że spadł deszcz? :-))

Kolacja, to pieczona pierś z kurczaka z dipem jagodowym podane na zimno. A do tego prawdziwe, zielone, pachnące ogórki! Dostałam w prezencie bezcenny zbiór tegoroczny. Dziękuję Darczyni - to było wspaniałe, że pomyślałaś, aby obdarować mnie w ten sposób. Szalenie łasa jestem na dary tego typu :-) Takie domowe ogórki, z prywatnej szklarni Rodziców, to niezwykła rzecz w dzisiejszych czasach :-) Bardzo doceniam i rozsmakowuję się :-)
A oto przepis na wspaniały dip jagodowy. Proporcje według uznania.
  • jagody (mrożone lub świeże)
  • sos pomidorowy (ew. ketchup)
  • majonez
  • kurkuma (łyżeczka)
  • odrobina cukru (ksylitolu)
Składniki zmiksować i podawać na zimno do drobiu, warzyw (ogórek zielony, papryka, seler naciowy...).

Sieję zioła :-)

Mimo zapowiedzi deszczowych chwil, świeci piękne słońce, do tego wiaterek... hmmm...
Idealny dzień na pracę na tarasie. Idealny dzień, aby wreszcie zasiać zioła :-)
Z ziołami nie mam najlepszych doświadczeń - wiekszość gdzieś wyschła, nie chciały ładnie wyglądać w donicach, a siana kiedyś bazylia została zaatakowana przez stado mszyc! Mimo to, posiałam dziś w jednym z pojemników na osłoniętym parapecie zewnętrznym: koperek, bazylię i rukolę :-)
Obiecuję dbać, podlewać, doglądać i później jeść :-)

A tymczasem śniadanie, to łosoś wędzony (uwaga na tyraminę...), papryka żółta i kromka chleba z masłem. Takie śniadanie doskonale syci i jest źródłem wielkiej przyjemności. Już wiem, że jestem łąsa na słone i dlatego wędzony łosoś tak mi smakuje :-) A ostatnio, niestety, mam problem z obrzękami i soli powinnam unikać... Cóż.

Na drugie śniadanie kawa i pół ciasteczka :-) Podzieliłam się tym ostatnim cudem, który wymyśliłam :-) Mąż wczoraj "spróbował" i zostawił mi jedno ciasteczko. Będzie mial zdrową wątrobę (ostropest!), świetny nastrój (kwasy omega w siemieniu i chia) i silne kości (wapń w sezamie). Ale czego si nie robi z miłości?

Obiad, to przepyszny krem z zielonych szparagów z dodatkiem piersi kurczaka i szparagów gotowanych na parze. Mało skromnie przyznam, że tak pysznego kremu ze szparagów dotąd nie zrobiłam :-) Mężowi też smakowało i to jego talerz postanowiłam sfotografować :-)
Ku pamięci i dla chętnych podaję przepis:
  • szparagi 500g
  • średnia marchewka
  • dwa ziemniaki
  • średnia pietruszka
  • pół cebuli
  • łyżka masła klarowanego
  • pierś z kurczaka
  • sól (łyżeczka)
  • kurkuma (łyżeczka)
  • bazylia (łyżeczka suszonej lub świeżej)
  • papryka słodka i ostra (łyżeczka i szczypta)
  • woda (ok 0,5-1 l)
Siekamy cebulę i szklimy na maśle ok. 5 minut. Dodajemy marchew, pietruszkę, ziemniaki i miksujemy na "sałatkę". Wszytsko dusimy cały czas mieszając 5 minut. Szparagi myjemy, kroimy dwa kawałki od czubka poczynając, a resztę z każdego szparaga odkładamy do zupy. Miksujemy krótko składniki kremu , aby powstała drobna sałatka, dolewamy wody, wspypujemy przyprawy i gotujemy 20 minut mieszając. W tym czasie gotujemy na parze pokrojoną pierś kurczaka z odrobiną soli i  kawałki szparagów. Po ugotowaniu zupy jeszcze raz miksujemy ją na krem, tym razem bardzo drobno i podajemy z kurczakiem i szparagami.
Smacznego :-)

Na podwieczorek wypiłam sok z marchewki.

Kolacja, to mało wyrafinowana kanapka z wędliną i majonezem. Cóż.
Po niej natomiast nastąpiło szaleństwo, na które długo czekaliśmy :-) Lody wiśniowe własnej produkcji :-) I jeszcze ciasteczka orkiszowe z migdałami i zdrowe ciasteczka bez mąki - musiałam spróbować, czy dobre upiekłam :-) A że to dzień sukcesów kulinarnych, znów nieskromnie przyznam, że takie pyszne ciasteczka wyszły mi po raz pierwszy! Naprawdę super, o czym będą mogły się przekonać moje Przyjaciółki na sobotnim "pikniku" :-) Bo pogodę zapowiadają deszczową, a piknik na trawie w deszcz... hmmm...

czwartek, 9 maja 2013

Gdy tyramina staje się groźna.

Od Pani Doktor Dietetyk otrzymałam listę produktów, w których występuje tyramina. Zaburzenia w zakresie metabolizowania tyraminy mogą powodować takie dolegliwości jak wzrost ciśnienia tętniczego, ogólne pogorszenie samopoczucia, a objawy te często nie są łączone z dietą. Zatem ważne, aby obserwować swoje reakcje po ok. 2-3 godzinach po spożyciu posiłków zawierających wskazane produkty. Może się bowiem okazać, że nasz organizm nie wytwarza istotnego dla rozkładania tyraminy enzymu MAO i nagromadzenie się tej aminy w organizmie może spowodować poważne dla zdrowia skutki.

Monoaminooksydaza, czyli w skrócie enzym MAO występuje w wielu tkankach ustroju i jest pomocny przy rozkładaniu ważnych dla organizmu amin. Dopiero w wyniku metabolizowania mamy możliwość korzystania z wielu substancji chemicznych lub unieszkodliwianie innych. Nic zatem dziwnego, iż niedobór enzymów MAO stanowi poważny problem. Generalnie mało który lekarz poszukuje przyczyn wzrostu ciśnienia tętniczego, czy narastających stanów lękowych, depresyjnych właśnie w obszarze gospodarowania enzymami, czy po prostu w diecie.

Tyramina występuje w takich produktach jak czerwone mięsa, ryby, pomidory, kiszonki, szpinak, grube fasole, soja. Zawierają ją także owoce cytrusowe, przejrzałe banany, avocado, figi, rodzynki, maliny, truskawki, daktyle, ciemne śliwki... Im owoc bardziej dojrzały, tym więcej tyraminy zawiera. Aminę tę znajdziemy także w nabiale, szczególnie w serach pleśniowych, wędzonych, żółtych, ale także we wszystkich fermentowanych produktach mlecznych. Bogate w tyraminę są także orzechy włoskie, kakao, czekolada, drożdże, octy inne niż spirytusowy, wina, piwa, likiery, mocna herbata czarna, czy dziurawiec.

Warto ograniczyć spożywanie tych produktów przy stanach depresyjnych, niepokoju, lękowych, przy obciążeniach wątroby i oczywiście przy wysokim ciśnieniu.

Śniadanie, to ogórek zielony. Wybrałam bezpieczne warzywo, bo od rana źle się czuję :-( Zaszkodziły wczorajsze szaleństwa kebabowe. Mam wrażenie, że mój organizm jest zatruty, cały chory, boli brzuch, odczuwam dyskomfort i najchętniej bym schowała się w łóżku.
Wypiłam herbatę z rumianku i pokrzywy, łyżeczkę zmielonego ostropestu i trzeba czekać na poprawę samopoczucia.
Obiecuję nie robić takich głupstw jak wczorajszy kebab. Co mi to dało? Ani smacznie, ani zdrowo, ani teraz dobrze... Miło było przespacerować się z mężem, ale to można robić bez trucia się :-)

Na drugie śniadanie zjadłam ciasteczko własnej produkcji. Zrobiłam specjalną "mąkę", część połączyłam z rozpuszczonym masłem, żółtkiem i ubitą pianą z białka, uformowałam ciasteczka i piekłam początkowo podsuszając, a później krótko w 180 stopniach. Ciasteczka są bez mąki zbożowej, zatem bezglutenowe, bez mleka, ale za to z wieloma zdrowymi komponentami :-)

Obiad, to fasola czerwona w sosie pomidorowym z marchewką. Z racji braku czasu rozmroziłam z przepastnych zasobów mojej zamrażarki :-) Mało kreatywnie, ale przynajmniej białkowy posiłek za nami.

Podwieczorek, który okazał się kolacją, to surówka z marchewki z gruszką, sokiem z cytryny i odrobiną oliwy. Odkąd mam mój cudowny pomocnik kuchenny, zrobienie surówki trwa sekundy :-) Zdążyliśmy, zatem, przed wieczornym wyjściem zjeść szybką surówkę. Liczyliśmy na kolację na mieście, ale zabrakło czasu. Na szczęście, bo daliśmy szansę organizmom, aby jakoś sobie poradziły z fasolką... :-)

środa, 8 maja 2013

O wskazówkach więcej - wątroba!

Tak mocno zachwyciłam się faktem, iż mogę do mojego menu wprowadzić owoce, że prawie zapomniałam o innych wskazówkach, jakich udzieliła mi Pani Doktor Teresa.
Z wizyty wyszłam taka szczęśliwa, że nawet nie zaglądnęłam do zrobionych notatek, a przecież było tego sporo :-)

Jak już wspomniałam, obszar wzbudzający niepokój, to temat mojej wątroby. W przeszłości bardzo chorowałam, lekarze w szpitalu z niedowierzaniem odczytywali wyniki badań, ale za pomocą ziół, suplementów i czasu, wszystko wróciło do normy. Wątroba jest organem, który potrafi w niewiarygodny sposób zarówno regenerować się, leczyć, jak i zacząć równie nagle chorować. Jest to także organ bardzo optymistyczny - w takim sensie, że można wiele dobrego spodziewać się po właściwym leczeniu, doskonale ją wspomaga ostropest (tani, dostępny...) i nie boli. Jeśli jesteśmy przekonani, iż nasza wątroba boli, czas zrozumieć, że źródło bólu jest gdzieś indziej :-)
Wielkim sprzymierzeńcem procesu dbania o ten ważny narząd jest kuracja oczyszczania wątroby dr Clark. Pisałam na ten temat tutaj.

Wątroba lubi właściwą dietę, czyste pokarmy i buntuje się przy zatruciach. A do tego ma ogromny problem w przypadku nie trawienia fruktozy. Zatem w sytuacji, gdy moja wątroba zacznie wzbudzać niepokój (już???), należy absolutnie wyeliminować fruktozę z diety. Takie wymagania stawia mój własny organizm. Ważne, aby o tym pamiętać.
I tutaj małe wspomnienie. Co jadłam, gdy chorowała moja wątroba i przestałam przyjmować pokarmy? Niech ja sobie przypomnę... hmmm... Pieczone jabłka z miodem. Czyli produkt "czerwony" i duuuużo fruktozy. Gratulacje intuicji! Pocieszające jest jednak to, że gdybym znów znalazła się w podobnej sytuacji, już wiem, co robić. A właściwie, czego na pewno nie robić :-)

Wspomniana kuracja oczyszczająca wątrobę nie zawsze może być stosowana, gdyż należy zaznaczyć - jest to proces dość inwazyjny. Ale są inne oczyszczające zabiegi, które można stosować bez obaw o skutki. Jednym z nich jest kuracja nacierania olejem sezamowym. Pani Doktor zaleciła mi ten swoisty rytuał dwa razy w tygodniu. Oczyszczenie organizmu przez skórę spowoduje odciążenie wątroby, która wszystkie te zanieczyszczenia musiałaby zmetabolizować.
Na czym to polega?
Nakładamy na ciało dość grubą warstwę oleju sezamowego i zostawiamy na 20 minut. Ważne, aby olej rzeczywiście pokrył jak najwięcej obszarów, łącznie z twarzą, włosami, czy stopami :-) Po tym czasie wycieramy olej (nie wcieramy, tylko wycieramy - ręcznikiem papierowym, czy zwykłym...) i bierzemy prysznic. Olej sprawia, iż przez skórę wychodzą toksyny. Wytarcie oleju jest istotne, aby owe toksyny nie zdążyły się z powrotem przetransportować do naszej skóry :-)
Opowiem, gdy wykonam ten przyjemny zabieg :-)

A tymczasem śniadanie - płatki owsiane z dodatkiem prażonego zmielonego sezamu, siemienia lnianego i posypką z płatków migdałów. Mąż dostał dodatkowo słodki banan :-) Ja swoją porcję owoców zachowuję na specjalną okazję dzisiejszego dnia :-) Oczywiście marzę o lodach truskawkowych własnej produkcji. W ilosci pół szklanki, oczywiście :-)

Na obiad aromatyczna zupa dyniowa. Dotąd
moją ulubioną dyniową robiłam z mlekiem kokosowym i trudno mi się przyzwyczaić do kremu bez tego "zagęstnika". Dlatego też tym razem nie dodałam żadnych przypraw, nawet soli, a że byłam naprawdę głodna, smakowało wyśmienicie :-) Mąż dostał porcję już przyprawioną i delikatnie zabieloną.
Ostatnio mam problemy z zatrzymywaniem wody w organizmie i obrzękami nóg. Staram się, zatem, ograniczyć spożycie soli, a jak wiadomo, najwięcej zjada się jej w zupach właśnie :-)

Podwieczorek, to ocalony z wczoraj placek ziemniaczany z sosem warzywnym. Oczywiście, podgrzanie dnia następnego, to zupełnie inna historia niż swieżo usmażone, gorące placki.

Kolacja okazała się totalną pomyłką i częściową wpadką. Mąż zabrał mnie na kebaba. W nasze ulubione miejsce. Ostatni raz kebaba jedliśmy pewnie rok temu :-) Zapamiętaliśmy intensywne smaki, czar spaceru wzdłuż Marszałkowskiej (wieczorem jest tam dość luźno)...
Ale wiele się zmieniło. Kebab z kurczaka suchy, nijaki, warzyw jak na lekarstwo, bo troszkę kapusty pekińskiej, śladowe ilosci pomidora i plasterki ogórka kiszonego. Moja wersja była bez sosów (aby uniknąć mlecznych dodatków i glutaminianu sodu), na grubym cieście wykorzystywanym jako naczynie, czyli nie do zjedzenia :-) Zatem suche mięso, kapusta pekińska i dwa kawałeczki pomidora, bo ogórka dostał mąż (mam wykluczone kiszonki).
Totalna wpadka. Miejsce już spalone i chyba dobrze :-)
A może zieniły nam się smaki na tyle, że coś, co kiedyś było do zaakceptowania, dziś okazało się nie do przyjęcia? Trudno powiedzieć...

Kontrolna wizyta u Dietetyka - OWOCE! OWOCE! OWOCE!

Czego brakowało mi przez ostatnie tygodnie diety LEAP? Oczywiście owoców. I tylko owoców, bo inne ograniczenia przyjęłam z pokorą i bardzo serio. Nie służy? Nie jem i już. Ale owoce...

I doczekałam się :-) Od dziś na mój stół wróciły pachnące, smaczne, soczyste i kolorowe OWOCE!
Choć nie bez zasad. Przede wszystkim ilość - nie więcej niż 1/2 szklanki owoców dziennie. Owoce jemy podczas głównych posiłków lub bezpośrednio po. Jeśli już będę chciała zjeść owoce w formie przekąski, należy je posypać glukozą w proszku - do kupienia "w każdym kiosku" :-) Właściwy stosunek fruktozy i glukozy, tak pożądany w przypadku przyjmowanych przeze mnie pokarmów, posiadają takie owoce jak kiwi, czy awokado, zatem od tych owoców można rozpocząć ucztowanie :-) Podobnie jest w przypadku brzoskwini, ale ten owoc u mnie jest wykluczony.
Suszone owoce i soki będę omijała jeszcze przez conajmniej pół roku.

Zasady są po to, aby je przestrzegać, a czasem po to, aby je łamać. Tych zamierzam przestrzegać, gdyż w moim przypadku brak tolerancji fruktozy może się skończyć upośledzeniem wchłanialności kwasu foliowego, zaburzeniem gospodarowania cynkiem, a także osłabieniem chorej już wątroby. Organizm zanieczyszczony nie strawioną fruktozą zwyczajnie zaczyna chorować.

Z ciekawostek dodam, że fruktoza może znajdować się w miejscach, gdzie najmniej możemy się tego spodziewać. Otóż w trakcie zakupów, mąż wziął do ręki puszkę fasoli - lubię robić pure fasolowe właśnie z puszki. Cóż... Po przeczytaniu składu, z niedowierzaniem odstawił produkt na półkę. W fasoli, która zazwyczaj kupujemy, jest fasola, woda i sól. A tutaj? Syrop glukozowo-fruktozowy. Czy ktoś mi powie, a w jakim celu producent zdecydował o takim składniku? Najgorsze, że ludzie kupują taką fasolę, zjadają ją i nie widzą, czym są karmieni!
Zatem CZYTAJCIE ETYKIETY! Często lepsze od horroru i sensacji razem wziętych :-)

A tymczasem opowiem, co dziś jadłam na śniadanie - budyń z kaszy jaglanej. I tutaj od razu się przyznam - nie smakował mi. Miał lekko gorzkawy posmak. Czy tak powinna smakować kasza jaglana? Jem ją od dawna, a teraz, w tym budyniu poczułam ów dziwny smak. Do kaszy dodałam ksylitol i laskę wanilii. dość długo gotowałam wszystko razem, później zmiksowałam i rozlałam do pucharków.

Na drugie śniadanie zjadłam sałatkę (mix sałat, pomidor, ogórek i prażony słonecznik). Ziarna słonecznika doskonale zastępują dressing. Ostatnio nie jestem fanką sosów sałatkowych, preferuję dodatki, które sprawiają, że wszystko jest soczyste. I pestki właśnie do takich składników należą.

Obiad, to zupa warzywna. Na bazie zmiksowanej podduszonej cebulki z pomidorem, powstała łagodna w smaku zupa z dodatkiem marchewki, pietruszki i ziemniaków. Jedyną przyprawą była sól i natka pietruszki. Lubię takie zupy i mąż na szczęście też :-)

Natomiast kolacja, to prawdziwe szaleństwo. Placki ziemniaczane! Naprawdę to zrobiłam! Według przepisu, zatem w środku pojawiła się też pełnoziarnista mąka, ale częściowo zastąpiłam ją otrębami owsianymi. O tej porze roku ziemniaki najmniej nadają się do robienia placków, ale nie powstrzymało mnie to przed moimi kulinarnymi szaleństwami :-)
A oto składniki na moje placki:
  • 700 g ziemniaków
  • 1/2 dużej cebuli
  • 50 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 40 g otrębów owsianych
  • 2 jajka
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki papryki ostrej
  • olej do smażenia
Wszystkie składniki zmiksowałam i gotowe :-)
Smażone placki odsączałam na ręcznikach papierowych, ale przyznam, że wyjatkowo nie "ciągnęły" tłuszczu.
Na kolacje zatem placki ziemniaczane z sosem warzywnym (papryka, bakłażan, cebula i pomidor z dodatkiem bazylii) i indykiem. a później DESER!

A na deser placek ziemniaczany posypany ksylitolem i... KIWI! Prawdziwe, zielone, pachnące kiwi :-) Smakowało jak milion dolarów! A serio, to było delikatne w konsystencji, już zapomniałam jak bardzo może być :-) Rozpływało się w ustach, zajadane z plackiem wzbogacało egzotykę potrawy. Bo kiedy ostatnio jadłam placki ziemniaczane? Hmmm... Dawno. Dawniej niż kiwi :-)

To był dobry, OWOCOWY dzień!

poniedziałek, 6 maja 2013

Dieta LEAP - końcówka pięciu faz

Dzisiejszy dzień traktuję jako zakończenie pięciu faz diety LEAP.
Jutro spotykam się z Panią Dietetyk i będziemy omawiały drugą część programu.

Jakie są plusy diety?
Początkowa zmiana samopoczucia była bardzo, bardzo odczuwalna. Z czasem, gdy wprowadziłam więcej produktów i nasiliło się spożycie potraw zakwaszających (mięso, pieczywo...), ów komfort jest mniej odczuwalny.
Zmniejszyła się masa ciała - około pięciu kilogramów. Sądzę, iż byłoby to o wiele więcej, gdyby nie leki, które zaczęłam przyjmować w związku z zagrożeniem chorobami autoimmunologicznymi.
Poprawiła się jakość skóry - zniknęły stany zapalne, wypryski, swędzenie.
Zauważyłam poprawę wzroku, minimalnie, ale zawsze to coś :-)
Wyciszam się z większą łatwością - relaksacja, uspokojenie nerwów, zrównoważenie emocjonalne, to plus, którego się nie spodziewałam :-) Zauważyłam, że efekt relaksacyjny wynikający z praktyki jogi trwa dłużej, że z łatwością wchodzę w stan równowagi.
Wyostrzył mi się smak i zmysł powonienia. Żywność wątpliwej jakości jest łatwiej wyczuwalna, polubiłam i rozróżniam smaki sałat, warzyw. Używam także mniej soli.

A minusy?
Zdarzają się sytuacje, gdy jestem sfrustrowana tym, jak trudno jest kupić dobrą, czystą żywność gotową do spożycia. Chodzi tutaj o przekąski - na stacji benzynowej, czy w małym sklepie osiedlowym. To wymaga przewidywania i organizacji, aby zawsze mieć coś do jedzenia. Ale czy to jest minus samej diety? Raczej nie.
Minusem jest to, że zaczęłam jeść chleb, mięso. Z racji ograniczeń w zakresie owoców i małym wyborem produktów dozwolonych, za namową Pani Doktor włączyłam do diety te właśnie elementy, które mocno zakwaszają i na które reaguję średnio. Stopniowo zamierzam eliminować chleb i ograniczać mięso, a tymczasem zwiększyłam dzienną dawkę proszku odkwaszającego.

A tymczasem śniadanie. Kromka chleba z masłem i makrelą. Nie zdążyliśmy po powrocie z majówki zrobić zakupów i oto efekt :-)

Na drugie śniadanie orzechy nerkowca i ziarna słonecznika - nie trudno zgadnąć, iż był to posiłek jedzony w samochodzie w korkach :-)

Obiad, to paseczki piersi z indyka, bataty gotowane na parze i sos z bakłażanów, papryki, cebuli i pomidorów. Danie intensywne w smaku, pikantne i mocno ziołowe dzięki dużej ilości bazylii. Zarówno mięso, jak i słodkie ziemniaki gotowały się ponad sosem korzystając z tego, że parował, zatem wszystkie elementy potrawy współgrały ze sobą doskonale.

Kolacji nie było, bo zamiast niej wspaniały, relaksacyjny masaż :-)

niedziela, 5 maja 2013

Dieta LEAP - DŁUGI MAJOWY WEEKEND

Wróciliśmy do domu. Długi Majowy weekend obfitował w przemieszanie się, a zatem w jedzenie w restauracjach, także tych hotelowych i z własnych pojemniczków, gdy tylko była możliwość przygotowania posiłku. Sytuację ratowały upieczone ciasteczka, migdały, pestki słonecznika, pomidorki koktajlowe... Bardzo starałam się, aby w mojej diecie nie znalazły się produkty z listy czerwonej, ani żółtej i prawie się to udawało. Prawie, bo...

Otóż największym problemem okazał się wszechobecny pieprz. Podawany do każdego mięsa, do ryby, właściwie wyklucza możliwość bezpiecznego posiłku w restauracji. Jeśli ma się szczęście, można trafić na restaurację, gdzie potrawy są przygotowywane od podstaw i wtedy jest realna szansa, aby ominąć tę popularna przyprawę.
Drugim elementem jest wszechobecna wieprzowina. W hotelu na śniadaniu można ominąć wszelkie wędliny, a  jajecznicę poprosić z cebulą i pomidorami, ale już pierogów z mięsem bez mięsa wieprzowego nie znajdziemy. I te pierogi właśnie, zjedzone dość nieopacznie już w drodze powrotnej, zrobiły najwiękcej szkód.

A co było dobre? Zauważyłam, że dość łatwo jest przekonać kucharzy, aby pierś z kurczaka w płatkach migdałów była bez pieprzu i mącznej panierki. Już dwukrotnie dostałam absolutnie doskonale przygotowany w ten sposób drób.
Odkąd jem jajka, śniadanie w hotelu jest mniej kłopotliwe. Dobrze mieć ze sobą swój chleb, a resztę można znaleźć na stole szwedzkim.
Idealne w podróży są 100g woreczki słonecznika łuskanego - po oderwaniu rożka opakowania, łatwo i higienicznie wsypywać ziarna wprost do ust. Świetna przekąska, doskonały smak i sycą.
Pudełko z ciasteczkami w torebce, zatem zawsze pod ręką, wzmocni naszą decyzję, aby jednak nie zjeść podanej potrawy, gdy ta przypadkiem nie została przyrządzona zgodnie z naszym życzeniem i jednak zawiera zakazane dodatki (cukier, pieprz, owoce...).

I jeszcze jedna mała dygresja. Gdy się zostaje ze swoją dietą sam na sam, bez pisania bloga, co zwyczajnie nie jest możliwe w takim czasie poza domem, mniej się dba o urozmaicenie diety. Zatem z wielką przyjemnoscią wracam do pisania o tym, co jem :-) Niech mnie to mobilizuje do większej kreatywności :-)
Czego i Wam życzę :-)